Dostępnosć

Matriarchat, Adam Kaczanowski

Matriarchat
(monodram na cztery postaci, czy coś)
Adam Kaczanowski

Alicja i Dorotka. Jedna z Krainy Czarów, druga z Krainy Oz. Pierwsza pochodzi z Imperium Brytyjskiego, druga z USA. Wyrosły na duże dziewczyny i teraz rządzą światem. Mężczyźni, tacy jak Lewis Carroll czy L. Frank Baum, przestali mieć nad nimi kontrolę.
W Matriarchacie Adam Kaczanowski wciela się na zmianę w Alicję, Dorotkę lub chowa za przewróconym biurkiem. Miota się ze swoimi bohaterkami, uwięziony w świecie, który mimo, że się skończył, wciąż podryguje, jak kogut z obciętą głową biegający po podwórzu.

(fragmenty)

Autor schowany przed publicznością za przewróconym biurkiem:
– Koniec świata. Tu się znaleźliśmy. Niektórzy mogą pocieszać się, że to tylko koniec znanego nam świata. Inni mogą pokładać nadzieję, że chodzi tu po prostu o kraniec świata, o jakąś Australię, Antypody czy inne przejęzyczenie. Nieważne. Po prostu zaczynamy od końca, bo nie da się już zacząć naszej historii od początku. Możemy uznać, że świat, w którym się znaleźliśmy jest doskonale wykończony i pochwalić tynkarzy, malarzy i całą tę wykończeniówkę. Wszystko wokół wygląda jak jakaś modna ruina. Jeśli mielibyśmy powiedzieć, że jest to krajobraz postapokaliptyczny, najpierw musielibyśmy zgodzić się ze stwierdzeniem, że apokalipsa okazała się fuszerką. Widzimy tutaj Białego Królika. Białego Królika, księgowego mafii Alicji z podziemia, albo jak kto woli, Alicji z Krainy Czarów, w której nie ma żadnych czarów. Białego Królika spotykamy w jego norze, kanciapie, za biurkiem, liczy zyski, liczy straty, to nie on tu łamie gnaty. Alicja wpada tu raz na czas jakiś. Ułóżmy prawidłowo dwie strony tego równania: jeśli ktoś nie jest z Alicją, jest z Dorotką, tą z Oz. Ta ma dopiero sporo brudu pod paznokciami. Zepsutym światkiem rządzą zepsute dziewczyny. Mężczyźni to brud pod ich paznokciami. Wtem! Z ciemności wyłania się łapa, łapa łapie Królika za kark i zabiera go w ciemność.

Wspomnienie nie wiadomo skąd:
– Ciemne jezioro, ciemne niebo nad nim, ciemne drzewa wokół. Widzimy pioruny, nie słyszymy grzmotów. Dziewczynka leży pośrodku łódki, sukienkę ma do cna przemoczoną. W prawej dłoni trzyma pszczołę, wydusza z niej żądło i przykłada je do swojego lewego nadgarstka. Wykonuje ruch, jakby kaligrafowała wyraz „Kocham”, szepcze „Kocham tatuaże”. Chłopca z nią nie ma, na pokładzie zostały tylko jego rzeczy: dziurawe skarpety, zabrudzone majtki, buty ze startymi podeszwami i rozdarta koszula.

Nasz serwis korzysta z cookies w celu analizy odwiedzin.
Zapoznaj się z naszą polityką prywatności