Kobiety Ivana
Jolanta Baum
Często myślę, jak to będzie, kiedy odejdzie. Czy wtedy będzie mi trochę łatwiej o tym mówić. Zawsze sobie obiecuję, że kiedy już umrze, to ja wszystko powiem. Wszystko. Bo wtedy nie będzie mógł mi zarzucić, że kłamię. Albo obrazić się na mnie za to, co robię. Bo przecież robię z ciebie potwora. Tato. (Znowu stoję na baczność przed tobą jako pięciolatka i powstrzymuję łzy. A ty chcesz tego słowa, bo bez niego czujesz się nikim. Tato).
A potem wyobrażam sobie, jak to będzie na jego pogrzebie. Że przyjdę milcząca i zimna, i że żadnej łzy nie uronię – a jeśli jakieś, to przez wiatr. Matka pewnie nie pozwoli mi słowa powiedzieć, bo będzie się bała, że powiem wszystko od razu, przy ludziach. A ona będzie się musiała wstydzić za to, że naprawdę tak było. Że oszukała wszystkich, bo nikt normalny nie nazwie tego miłością. Koniec z czczeniem jego pamięci. Runie z piedestału. A my ze wstydem opuścimy głowy. To była nasza wina. My, ofiary losu. Na co to. Cholera jasna. Tak źle ci było. Wszystko ci oddał. Całe życie poświęcił. Nic dla siebie nie chciał. Kim byś była bez niego. Gdybyśmy milczały, to nikt by nie zauważył. A gdyby nikt się nie dowiedział, to jakby tego nie było.
Myśmy były tylko we trzy, i każda z nas odwracała głowę w inną stronę. Byleby nie patrzeć na siebie nawzajem.
***
Matka kojarzy mi się z psem. Nie powinno się tak mówić o rodzicach, ale ja tylko powtarzam jej słowa. Raz, w przypływie szczerości, powiedziała mi, że czuje się jak taki owczarek, co to nieważne ile razy się go uderzy, i tak wraca do swojego pana. Nigdy się nie dowiedziała, jak to jest być kochaną. Miała swoją matkę, co to wolała swoje inne dzieci, a jej to nawet ząbków nie nauczyła myć. I ojca też miała. Raz w życiu poszła z nim na spacer. Taki był zarobiony. Dwie prace. Od świtu do nocy. Ciężko. Dobry ojciec. Do dziś wspomina ten spacer z blaskiem w oczach. Wyrosła sobie w cieniu wszystkich. Musiało boleć. I tak umierała sobie na swoje biedne, małe serduszko, dopóki Ivan się nie pojawił i nie rzucił jej jakiegoś ochłapu zainteresowania i czułości. Nawet jej się nie dziwię. Nikt jej nigdy wcześniej nie zapytał, o czym myśli. Uznała, że to musi być miłość. Co jej tam, że czasem rzucił w jej stronę jakąś zaplątaną, wściekłą kurwą. Co z tego, że tłamsił każdy krok. Nie bił, nie pił, interesował się. Do reszty idzie się przyzwyczaić, byleby nikt nic nie słyszał.
Powiedział jej nawet raz, że ją kocha. Kiedy w oczy zajrzała mu samotność, ze strachu, że mu umrze. No kocha! Dobry jest. Tylko ma zły charakter.
Matka nie chciała mieć dzieci, ale zrobiłaby wszystko, żeby jej nie opuścił, więc dała mu dwie córki. Oszukała go, tak jej powiedział. Chciał syna. W zamian za to zabrał jej cały blask. Uszło z niej życie i powietrze. Stała się wydmuszką, która tylko nieufnie czeka na to, kiedy znowu… Bo jedyne, co było pewne w naszym życiu, to to, że to się stanie. Matka nic nie mówiła. Bo i co miała powiedzieć. Patrzyła z przepraszającym uśmiechem skierowanym w stronę wszystkich dookoła. Byle nie na nas i nie na to, co się z nami dzieje. Patrzyła i milczała.
***
Ja jestem ta starsza. Oczekiwano ode mnie, że będę jak chłopiec. Że się nie popłaczę, chociażbym nie wiem, jak się bała i nie wiem, jak bolało. Że będę duża, żeby on mógł być pięciolatkiem, kiedy tylko zechce. Oczekiwano ode mnie, że dam radę zaciskać zęby i milczeć. Że nigdy nie odwrócę wzroku. Że przejdę przez to wszystko z otwartymi szeroko oczami, bez mrugania. I że będę w tym zupełnie sama. Bo nikt i tak mi nie uwierzy. Ja sama sobie nie wierzyłam. On jest dobry przecież! Kocha nas. Tylko ma zły charakter.
***
Mojej siostrze do dzisiaj wyłącza się rozumienie słów, kiedy ktoś podnosi głos. Może być i w żartach. Jakby pewnego dnia anioł przyszedł do niej, kiedy to się działo, i postanowił jej pomóc. No i nie rozumie po prostu. Taki mechanizm obronny. Kiedy o tym myślę, płaczę z bezsilności dziecka, które nie może obronić młodszej siostrzyczki. Bo nie mogłam. Ale trochę jej zazdroszczę. Ona zna to wszystko tylko z pustych opowieści. Zawsze beznamiętnym tonem i z nie takimi słowami. Bo na to, co się stało, nie umiem znaleźć słów.
***
Nasz wspaniały, kochający, troskliwy ojciec. Ojciec, który całe życie nam poświęcił i wszystko oddał, którego wszyscy za wzór stawiają, potrafił w sekundę i bez powodu zmienić się w monstrum. Krzyczeć tak strasznie, że jego wściekłość przyprawiała o ciarki nawet na drugim końcu blokowiska. Ciskać wyzwiskami. Albo przedmiotami. Najczęściej jednym i drugim. Potrafił kontrolować tak bardzo, że ciężko było oddychać. Osaczać, i nie dało się uciec, bo kazał stać na baczność. Zabraniał myć włosy i golić nogi, bo dziwki tak robią. Jak pierwszy raz dostałam dwóję w szkole, to wyrzucił mnie i matkę z samochodu, a potem dwa dni udawał, że nie istnieję. Dopóki nie poprawiłam. Wszystko musiało być tak, jak zaplanował, bo inaczej wpadał w szał. W niedzielę jego przykładna katolicka rodzina musiała wyznać winy (nie jego) w kościele. Z mamą i tatą, w pierwszej ławce. Ledwo łapiąc oddech z przerażenia po tym, jak w drodze trzydzieści razy rzucono w ciebie kurwą. Odpierdol się. To dobry język do porozumiewania się z jedenastolatką. Nie można się było popłakać kiedy krzyczał. Bo to była wtedy twoja wina. Robisz z niego zbója. Trzeba było stać i się uśmiechać, i powtarzać „tak, tato”. Bo on w głębi duszy wiedział, że źle robi i chciał poczuć, że mu wybaczamy. Musiał mieć pewność, że nie jest potworem.
***
Matka patrzyła i nic nie mówiła. Kryła go przed każdym, kto zauważył. Ratowała honor rodziny. Widziała, jak gaśniemy. Jak umieramy z bólu. Jak mdlejemy ze strachu. Jak coraz mocniej zaciskamy zęby, żeby tylko nie pisnąć. Jego krzyk słyszało całe blokowisko. Nasz był tłumiony w zarodku, zanim na dobre poczułyśmy, że musimy krzyczeć. Żeby tylko przetrwać. Kurczyłyśmy się, zamiast rosnąć. Uciekałyśmy. Bardzo się od siebie oddalałyśmy, chociaż jesteśmy siostrami. Myślałyśmy, że odchodzimy od zmysłów. Przeżywałyśmy kolejne bezsenne noce, bo z nerwów nawet sufit w ciemności zaczynał falować. Popadałyśmy w kolejne depresje i nerwice. A Matka wiedziała i udawała, że nic nie jest. Bo jeszcze by ją zostawił, a ona nie poradziłaby sobie bez tych ochłapów miłości od czasu do czasu. Kręciła głową i jak katarynka powtarzała, że on jest dobry i nas kocha. Tylko ma zły charakter. Że to wszystko to nasza wielka, wielka wina. Bo nie jesteśmy takie, jak sobie nas wymarzył. Gdybyśmy się jeszcze trochę bardziej postarały i wyprostowały siebie pod nakreślone przez niego linie, to w końcu byśmy były godne tej jego miłości.
***
A jak matka nie powiedziała, i myśmy nie powiedziały, to i inni też woleli nic nie mówić, nawet jeśli coś widzieli. I tak to. Ja też chojraczę, a potem, jak przyjdzie co do czego, to też nic nie powiem. Bo i co ja mam powiedzieć? Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, śladów też nie było żadnych, poza szeroko otwartymi oczami i ściśniętym gardłem. I czterdziestoletnimi oczami w dziecięcej twarzy. Nic no, starą duszą jestem. Ojciec, gdyby to przeczytał, to by się na mnie śmiertelnie obraził. Prawdopodobnie ma jakieś borderline i połowy z tych swoich napadów szału nie pamięta. Moja siostra nic nie rozumie, a Matka zrobi dla niego wszystko. Nikt nie potwierdzi, że tak było. Poświadcza to tylko moje serce. Dla nas nie ma miejsca w tej waszej historii o przemocy. Myśmy były tylko we trzy, i każda odwracała głowę w inną stronę.
Na prośbę autorki w tekście nie dokonano korekty interpunkcyjnej i gramatycznej.
O mnie w tej waszej historii nie ma nic
Antologia opowiadań non-fiction projektu „Opowiedz mi Polskę”
Spis treści
- Adam Kaczanowski, Opowieści prawdziwej treści [Wstęp]
- Agnieszka Góra-Stępień, Nie taka miała być ta wiosna. I nie takie miało być to lato
- Jolanta Baum, Kobiety Ivana
- Justyna Sajdak, Nawet metka ma historię
- Edyta Średzińska, Skurcze
- Bells Smętek, Pomiędzy liniami brak
- Mateusz Szuba, Kanapa
- (Anna) Magdalena Walusiak, Zamiana
- Patrycja Warska, Nie pisałam się na to
- Inga Werecka, Na pewno się uda
- Ewa Wojtowska, Spokój nauczycielski
