Spotkania i zbiegi okoliczności | Kilka słów o 17. edycji MFO

Programy .

Spotkania i zbiegi okoliczności

Międzynarodowy Festiwal Opowiadania już po raz siedemnasty szuka we Wrocławiu miejsca dla literatury. W tym roku zmierzymy się z legendą KDM (Kościuszkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej), naszego ulubionego socrealistycznego (acz paryskiego, o czym za chwilę) miejskiego cytatu. Układ tego najpiękniejszego placu w mieście (obecnie pl. Kościuszki, przed wojną Tauentzienplatz) po zdobyciu miasta w 1807 roku zaprojektowali siepacze Napoleona, burząc najpierw znajdujące się tam wcześniej fortyfikacje. Rysując na planie miasta ten plac defilad (takie miał mieć przeznaczenie), wzorowali się podobno na paryskim placu Vendome. Francuzi odeszli, zostali Niemcy, Żydzi, Polacy, Czesi. Przez kolejne kilkanaście dekad plac pełnił rolę reprezentacyjnej „bramy” do miasta, mieściły się tu najbardziej prestiżowe kawiarnie, banki, sklepy, domy handlowe i sale taneczne. Tętniła codzienna Europa pełną gębą, niejednoznaczna, dzika, pogmatwana, ale solidnie wbita w fundament (powiedzmy: taka, której nawet zdolny syn partii w parę lat w Białoruś nie przerobi). Aż nadszedł czas Adolfa (te jego defilady wrocławskie!) i jego kulminacja w formie festiwalu Festung Breslau, którego niemieccy bohaterowie mieli, jak wiadomo, dość radykalne poglądy urbanistyczne, duży ogólnie rozmach i siłę sprawczą, co pozwoliło im i ich radzieckim antagonistom we wspólnym czynie przebudowy przywrócić wrocławskim bulwarom ponadczasową formę gruzowiska. Na Tauentzienplatz po wojnie zostały w sumie trzy budynki. Teraz defilady mogły tu naprawdę rozwinąć skrzydła.

Potem przyszli ‘komuniści’. Najpierw ten gruz (bruk niby paryski, ale majątek narodowy) przez parę lat rozkradali „na odbudowę stolicy”, by potem podjąć decyzję o odtworzeniu placu według poprzednich założeń, lecz zgodnie ze stylem nowego ładu (starego ładu bowiem oficjalnie nie cenili). I mogło być z tego kolejne nieszczęście, ale na szczęście, dzięki talentom grupy wrocławskich architektów* skończyło się dobrze. KDM to duma miasta, jeden z najlepiej zaprojektowanych i najsolidniej zbudowanych fragmentów Wrocławia.

Czytać w tym roku będziemy w samym sercu KDM-u, w budzącej się z letargu kawiarni Nalanda, którą przez wiele ostatnich miesięcy hibernowała pandemia (przez witryny Nalanda jeszcze kilka tygodni temu wyglądała, jakby ktoś z niej przed chwilą w pośpiechu wyszedł). Dyskutować o szkodliwości literatury i trzeciej wielkiej wrażliwości będziemy kilkanaście metrów stamtąd na zachód, w Galerii SIC! Opowiadania konkursowe (tegoroczne hasło brzmiało „Wy, naród”) przeczytamy na tle legendarnego Domu Towarowego Wertheim (dziś Renoma, w PRL – popularny ‘pedet’), w sąsiedztwie monumentalnego pomnika Bolesława Chrobrego, który z kolei dobrze reprezentuje horyzonty estetyczne obecnej wrocławskiej władzy.

Zmieniliśmy też tradycyjny termin festiwalu. Planując 17. Opowiadania w czasach, kiedy słowa ‘plan’ i ‘termin’ trzeba najpierw wziąć w cudzysłów, następnie schować w nawias, a potem opatrzyć wielowątkowymi przypisami – chcieliśmy zwiększyć szansę na to, by nasze spotkania zdążyły się zdarzyć pomiędzy falami covidu. Wiedzieliśmy, oczywiście, że nawet najbardziej rozbudowane teorie fal grzęzną we wzajemnie wykluczających się prognozach niepewnych siebie analityków, więc na wszelki wypadek podzieliliśmy festiwal na kilka części. Pierwszą była Noc Opowiadań Bałkańskich (30 lipca), drugą są wrześniowe Spotkania. W październiku odbędą się jeszcze warsztaty, a na ul. Szewskiej pokażemy drugą naszą tegoroczną wystawę (pierwszą w sierpniu można zobaczyć na ul. Świdnickiej).

Na wrześniowe Spotkania (3–5.09) przyjadą pisarze, tłumacze, eseiści, historycy i wydawcy z Polski, Czech, Słowacji, Austrii, Szwecji i Kraju Basków, połączymy się też online z pisarzami z Irlandii, USA, Chin czy Ukrainy. Tegoroczny festiwal będzie miał mniej teatralny charakter, głównymi aktorami spotkań będą tym razem sami autorzy. Planujemy też projekcje w ramach pierwszej edycji Wieczoru z Kinem Narodowym, można się także będzie zapisać na nasze warsztaty literackie dla rodzin i osobny program warsztatów dla dorosłych.

Niech zbiegi okoliczności znów będą spotkaniem, a nie nerwicą natręctw, niech fikcja, kamp i bohaterowie przeszłości tym razem przyniosą nam mniej depresyjne mity założycielskie. Zapraszam na siedemnaste Opowiadania.


*By the way, znacie to uczucie, kiedy nagle okazuje się, że jakieś pozornie odległe zdarzenia są ze sobą powiązane? Powiedzmy, piszecie tekst o miejscu, w którym odbywa się wasz festiwal i dowiadujecie się, że zaprojektował je zespół architektów pod kierownictwem Romana Tunikowskiego, czyli człowieka, z którego wnukami (Wojtkiem, Łukaszem, Adamem, pozdrowienia) sześćdziesiąt lat później urządzaliście opowieści wrocławskiego Muzeum Pana Tadeusza? I nagle ta informacja okazuje się mottem do zbyt wielu wątków. Niby jest bez znaczenia, ale i tak nie wiadomo, co z nią zrobić. Bo nawet tu, w „mieście spotkań”, w którym uciekinierzy z poprzednich rzeczywistości postanowili zbudować nowy świat na gruzach poprzedniego, zaczyna zachodzić jakieś międzyludzkie kontinuum. Zamieszkaliśmy w zburzonym mieście, w którym wymieniono niemal całą ludność, wprowadziliśmy się tu z tym Kościuszką jakimś, Mickiewiczem – bezpiecznymi, ale jałowymi stalkerami z ponurej przeszłości. Nasze przenośne symbole pasują tu jak wszędzie. Ale i tak prawdziwą mitologię tego miejsca musimy zbudować sami, czasami zupełnie od zera.

MH