OPOWIADANIE | nr 5 | 2017

Czasopismo Publikacje

POBIERZ

Spis treści


  • Zawsze jest coś, czego nie ma. Przedmowa
  • Kakofonia | Zyta Rudzka
  • Letnicy | Peter Stamm
  • Na końcu korytarza | Adam Kaczanowski
  • Costello | Liliana Hermetz
  • Warholowskie nogi | Michal Hvorecký
  • Prozy | Alex Epstein
  • Dwie śmierci Odysa | Wit Szostak
  • Wyspa | Anna Weidenholzer
  • Cyprus Avenue | Lucy Caldwell
  • Zielone sznurówki | Iza Klementowska
  • Środa | Dominika Słowik
  • Myśliwy | Jyrki Vainonen
  • Zawsze | Festiwal Opowiadania | Tomasz Majeran Łuk | Marek Šindelka
  • Fajrant | Andrzej Muszyński

Zawsze jest coś, czego nie ma


Tak to już jest, że festiwal jest, a potem go nie ma. Mandala taka z ludzi
i miejsc. Niby w tym całe piękno, ale też smutek / żal. Nie lepiej, jak po nim zostanie coś w rękach, nie tylko pod powiekami strzęp sytuacji, wra- żenie, emocja dnia? Zresztą: prezentacje, dyskusje, warsztaty, projekcje, wystawy, okej, ale – zawsze najważniejszy był dla nas tekst. Tak zwana literatura, no tak. Dlatego po festiwalu przychodzi „Opowiadanie”.
Nieustannie sobie siebie opowiadamy. Sobie i innym. Interpretujemy sytuacje, nadajemy im znaczenia. Po upływie dnia mamy w głowie go- tową narrację. Przygoda na basenie staje się historyjką, którą streszcza- my matce przez telefon. Opowiadamy komuś film i natychmiast staje się on innym filmem niż ten wyświetlany w kinach. Przytaczamy dialog usłyszany w sklepie – nadajemy mu formę, dodajemy, jak wyglądali rozmówcy. Szkicujemy ich powierzchowne rysopisy. Miejscami, czasem, a może zawsze i ciągle – nasze życie jest fabułą. A w każdym razie tekstem. Mniej lub bardziej zrozumiałym, mniej lub bardziej radosnym czy przygnębiającym. Dlatego tak ważna jest umiejętność opowiadania. Przecież te same fakty można opowiedzieć z różnych punktów widze- nia, inaczej rozkładając akcenty. Dlatego politycy tak chętnie podkradają sobie narracje, media przejmują cudze języki, dlatego wciąż spieramy się o interpretację historii. To opowieść niesie naszą historię, ona buduje tożsamość. To ona ma siłę zmieniania historii – także tej małej, pry- watnej. To opowieść, nie czary, potrafi przemienić gówno w złoto. To ona, nie wróżka, potrafi przepowiedzieć przyszłość. To ona, nie kamień filozoficzny, potrafi zapewnić nieśmiertelność. I ona przecież – a jest to największy świecki cud – pozwala nam się zrozumieć. Miejscami, czasem, a może zawsze i ciągle. Dlatego umiejętność opowiadania warto chronić. Warto się napracować, żeby jak najwięcej osób potrafiło odróżniać udaną opowieść od nieudanej. Fałszywą od autentycznej. Mądrą od głupiej.

Jestem pewna, że w galaktyce opowieści nowe „Opowiadanie” stoi po właściwej stronie lustra. Oddzielając ziarno od plew, ciemność od światła, daje też czytelnikowi całą masę czystej przyjemności. A przy- jemności – jak mówi pisarz – człowiek powinien traktować poważnie. Nasi autorzy znają i efektownie stosują to przykazanie. Na przykład Anna Weidenholzer w Wyspie opowiada o poważnych (bo miłosnych, bo chłopackich) sprawach dwóch niepoważnych facetów, z nonszalancją pokazując zderzenia świata rzeczywistego ze sferą snów. Albo Liliana Hermetz, z namaszczeniem hołubiąc nie tylko słowo „cipka”, ale i samą cipkę – i w ogóle ciało – przypominając nam jego mechanikę, przywołu- jąc po gombrowiczowsku jego kolejne elementy. Podobnie Lucy Caldwell, która tak sugestywnie opowiedziała uniwersalne przecież uczucia, jakich doznajemy, wracając do rodzinnego domu: mieszaninę wstydu i miłości, złości i współczucia. Nostalgię i żal. Aż wydaje nam się, jakbyśmy to my tam wracali. Nie sposób także traktować lekko fantastycznego opowia- dania Jyrki Vainonena tylko dlatego, że jest fantastyczne. To co, że ktoś tam ma skrzydła, nigdy nie widzieliście porządnych ludzkich skrzydeł? Ja widziałam! W takiej jednej książce. A historia Shirin z tekstu Izy Klementowskiej? Losy emigrantki wzbudzają naszą troskę także dzięki autorce, która precyzyjnym, reportażowym, nieco surowym językiem jest w stanie przekazać nam jej poczucie zagrożenia, jej trujący lęk. Grozę świata i dezorientację człowieka świetnie oddała też Dominika Słowik w konceptualnym opowiadaniu, z którym czytelnik musi sobie poradzić, mając niewiele danych – tak jak jego bohaterowie. I jaka z tego frajda! Cóż może być niepoważnego w krótkich, absurdalnych, a jednak całkiem pakownych notatkach Alexa Epsteina. Owszem, są surrealistyczne, ale mają ten egzystencjalny sznyt, który pozwala nam odnieść je do rzeczywistości – wiadomo przecież, to ona jest najbardziej absurdalna. Co może być niepoważnego w opowiadaniu Adama Kaczanowskiego, który tak wzru- szająco przedstawił sprzątającą w kamienicy Bożenkę, jej kamieniczny świat, jej ważkie objawienia? I jak nieskończenie ważny jest problem bohatera opowiadania Tomasza Majerana, który to bohater uważa za życiowe wyzwanie – wręcz misję – pisanie wszelkiego rodzaju oświadczeń? Jak ważny jest dowcip Majerana, jego cudowna autoironia?! Najważniejszy jest, drodzy Państwo, lekko licząc! Podobnie jak „warholowskie nogi” bohaterki opowiadania Michala Hvorecký’ego – kto by nie chciał takich mieć? Ho, ho, takie nogi to dopiero mogą namieszać w życiorysie, z takim przymiotnikiem możemy im wróżyć międzynarodową karierę i będziemy blisko prawdy, najbliżej! Jak Marek Šindelka, który tak przejmująco opi- sał relację ojca z jego mrocznym synem, z jego ponurymi pragnienia- mi, ścieżkę przymierza, którą nieopatrznie obrali. A jakież zawiłe ścieżki obrał Odys w opowiadaniu Wita Szostaka?! I jakież zawiłe ścieżki obrał Wit Szostak, który w xxi wieku pisze o Odysie, jakby świat nie mógł już przetrwać bez akurat tego apokryfu!? Winniśmy z nim dzielić tajemnice śmierci Odysa, jak tajemnice pustego hotelu – z Peterem Stammem. Jego opowiadanie jest awanturniczą historią z podtekstem czy raczej niemiec- ką wersją Pikniku pod wiszącą skałą? A jaka jest tajemnica córki pianistki, dziewczyny z tekstu Zyty Rudzkiej? Tytuł Kakofonia wiele obiecuje i tekst w pełni spełnia tę obietnicę.
Podobnie jak całe „Opowiadanie”, piszę to całkiem serio. Znowu do abso- lutnie już (od dziesięcioleci?) pełnej szklanki z opowieściami udało nam się dolać całą masę słów, nie uroniwszy ani kropli, nie zmarnowawszy ani zdania. Słuchajcie, umiemy nie tylko stosować imiesłowy, umiemy też wybrać dla was właściwe opowieści, dokładnie takie, na jakie czeka- cie! Możecie nam, kurde, na słowo uwierzyć, możecie też sami przeczytać i wyśmiać nas po całości albo pokochać wybiórczo lub zbiorczo, jak woli- cie. Ej, a wolicie jak?

Agnieszka Wolny-Hamkało
Międzynarodowy Festiwal Opowiadania